Korona królów

Z kart historii

Flora i fauna w średniowieczu

Flora i fauna w średniowieczu

Mieszkańcy średniowiecznych miast wraz z otwarciem o świcie bram miejskich wypuszczali także swój inwentarz na podmiejskie błonia i bardzo często zostawiali pod opieką specjalnie wynajmowanego przez wspólnotę miejskiego pastucha. Równie częsty widok stanowiły jednak zwierzęta wałęsające się ich ulicami, żywiące się znalezionymi odpadkami, produkujące nieczystości. Wpływając destruktywnie na infrastrukturę miejską, niszcząc ogrody mieszczan znajdujące się na tyłach posesji, atakując inne zwierzęta przebywające w mieście i wreszcie stanowiąc zagrożenie dla ludzi, były poważnym wyzwaniem porządkowym dla władz miejskich. Wyłapywanie zwierząt poruszających się po mieście bez opieki znajdowało się najczęściej w kompetencjach kata miejskiego i jego pomocników, czyli hycli. Częstym problemem dla służb porządkowych okazywała się również padlina porozrzucana w różnych zakątkach miasta, zanieczyszczająca niejednokrotnie rzeki i źródła wody pitnej. Kwestie obecności zwierząt wewnątrz murów średniowiecznych miast regulowały najczęściej wilkierze miejskie (niem. Willkür, tj. uchwały rady miasta), które częściowo zachowały się do naszych czasów.

Na ich podstawie wiadomo m.in. że średniowieczni mieszczanie krakowscy hodowali najprawdopodobniej spore stada krów, koni i świń. Wilkierz z października 1405 r. dotyczący cechu piekarzy zabraniał bowiem hodowania w obrębie murów nie więcej niż 12 sztuk świń w pojedynczym domostwie, z czasem liczba został zwiększona do 16 sztuk. Podobne regulacje obowiązywały w tym czasie także w Poznaniu, gdzie władze miejskie określiły limit na 20 sztuk przypadających na jedno domostwo. XV –wieczne ustawodawstwo miejskie informuje również, że zwierzęta hodowano w bezpośrednim sąsiedztwie budynków mieszkalnych w Toruniu. Chlewy, które stanowiły wówczas najprawdopodobniej drewniane klatki, znajdowały się także w sąsiedztwie murów, bram i wież miejskich. W mieście funkcjonował także najpewniej wyspecjalizowany strażnik, którego głównym zadaniem było wyłapywanie zwierząt biegających bez opieki. Utrzymywał się on z kar pobieranych od nieuważnych właścicieli. Tego rodzaju zakazy w okresie średniowiecza funkcjonowały również w innych polskich miastach, gdzie wspomina się o przemierzającym ulice, pozostawionym bez opieki bydle, kurach, gęsiach czy psach. W miastach średniowiecznych panował dość powszechny zakaz chowu dzikich zwierząt. Te z kolei były najczęściej utrzymywane i tresowane w celach zarobkowych przez kuglarzy, czy innego rodzaju wędrownych artystów.

Obyczaje i wychowanie rycerskie w średniowieczu

Obyczaje i wychowanie rycerskie w średniowieczu

Na podstawie eposów rycerskich wykrystalizował się z czasem etos średniowiecznego rycerza. Był to zbiór zasad i reguł wyznaczających określony styl życia i postępowania w różnych sytuacjach, charakteryzujący się pewnymi normami i hierarchią wartości charakterystyczną dla przedstawicieli stanu. Średniowieczny rycerz musiał być dobrze urodzony, hojny, odważny, wierny danemu słowu, oddany seniorowi, musiał walczyć zgodnie z określonym kodeksem, unikać podstępów, trwać na polu walki bez względu na wszystko, stawać w obronie słabszych. Ideał rycerza winien najczęściej być żądny sławy, doświadczony w wielu potyczkach i turniejach, ale i charakteryzujący się wspaniałą powierzchownością. Powinien mieć również wybrankę serca – damę, do której wzdychał i oddawał jej cześć.

Zanim mężczyzna stał się rycerzem, musiał przejść kolejne etapy kształtowania swego charakteru i umiejętności, poddając się rycerskiemu wychowaniu. Młodzi chłopcy naukę rzemiosła rozpoczynali w wieku 7 lat, wtedy to spod kurateli matki przechodzili pod męską opiekę. Bardzo często wyznaczany był perceptor, który miał służyć przykładem, dbał o rozwój fizyczny i intelektualny podopiecznych. Zwracano w tym czasie uwagę na ćwiczenia fizyczne, naukę odpowiedniego władania bronią, a także jazdą konną. Popularną formę ćwiczeń stanowiło celowanie kopią do zawieszonej tarczy, czy atakowanie drewnianych manekinów za pomocą kopii i miecza. Wśród siedmiu szlachetnych umiejętności wyróżniających prawdziwego rycerza wskazywano wówczas bowiem: jazdę konną, pływanie, strzelanie z łuku, gimnastykę, ptasznictwo, wierszowanie i grę w szachy (lat. Probitates vero hae sunt: equitare, natare, sagittare, cestibus, certare, aucupare, scacis laudere, versificare). Do pożądanych cech rycerza należało także odpowiednie podejście do kobiet, umiejętność układania wierszy, śpiewu i gry na instrumencie. Celem wychowania średniowiecznego rycerza było więc stworzenie męża rozsądnego, oczytanego w literaturze, potrafiącego się wspaniale wysławiać, obytego w towarzystwie, a przy tym odważnego i biegłego w sztuce wojennej.

Boże Narodzenie w dawnych czasach

Boże Narodzenie w dawnych czasach

Tak charakterystyczne dla nas święto rodzinne w średniowieczu postrzegano chyba jednak inaczej. Z ksiąg sądowych wynika, że roczki odbywały się niejednokrotnie w Wigilię – co nie dziwi już tak bardzo, wszak i dziś jest to dzień pracujący – ale także... w drugi dzień świąt. Nie da się jednak ukryć, że to z czasów średniowiecza pochodzą pewne charakterystyczne dla świąt bożonarodzeniowych potrawy. Co więcej, ich pojawienie się jest odbiciem dawnych wierzeń słowiańskich zaadaptowanych przez religię chrześcijańską. I tak potrawy wigilijne z maku, miodu i mleka mają swoje konotacje w dawnych czasach, a przypisywano im wręcz magiczne znaczenie. Wszelkiego rodzaju ziarna, siemię, zboże i właśnie mak kładziono do potraw wigilijnych chcąc sobie zapewnić dobry urodzaj na przyszły rok. Zanim na polskim stole pojawił się charakterystyczny biały opłatek zastępował go od czasów średniowiecza przaśny placek. Ryby, tak kojarzące się w kuchnią bożonarodzeniową, wcale nie były jej wyznacznikiem. Dostęp do tego rodzaju pożywienia miał władca i jego najbliższe otoczenie oraz duchowieństwo, świąteczne potrawy biedniejszych poddanych wyglądały zdecydowanie skromniej.

Tak znane nam święta, jakie celebrujemy obecnie, to wynik w dużej mierze ostatnich trzech stuleci i zaborów. To one sprawiły, że w poszczególnych regionach naszego kraju do tradycyjnych dań polskich napłynęły naleciałości z kuchni pruskiej, rosyjskiej i austriackiej. Do dzisiaj wszak w kuchniach mieszkańców tego samego regionu można odnaleźć wiele różnych potraw wigilijnych, począwszy już od zupy. I tylko kompromis pozwala uniknąć sporów, która z potraw wyniesionych z rodzinnego domu powinna się pojawić na stole wigilijnym. Klasyczne zupy to oczywiście barszcz czerwony z uszkami i grzybowa, ale już sposoby ich przyrządzania wykazują spore różnice. W wielu domach dominuje w Wigilię postna zupa rybna, wedle niektórych to właśnie pierwowzór wigilijnej polewki. Wydaje się jednak, że jednym z najdawniejszych dań wigilijnych jest jedzona dotychczas na Śląsku tzw. siemieniotka, przygotowywana na bazie konopi, mleka, maku i wody czyli składników, które były dostępne w każdej kuchni. Znana w kuchni staropolskiej na stole świątecznym i wspomniana już w pamiętnikach Juliana Ursyna Niemcewicza zupa migdałowa z ryżem ze względu na składniki stanowiła element luksusowy i na pewno późniejszy. Kluski z makiem, także typowe danie wigilijne, pojawiały się w różnych formach prawie na każdym polskim stole. Ze wschodu przybyła na nasze stoły kutia, robiona z pszenicy, maku, orzechów i miodu acz czasem przygotowywana na słono, bez bakalii, która stanowiła odpowiednik klusek z makiem.

Namiestnicy Królestwa Polskiego w latach 1370-1382

Namiestnicy Królestwa Polskiego w latach 1370-1382

Takie rozwiązanie tj. Elżbieta jako regentka, było brane pod uwagę jeszcze za życia Kazimierza Wielkiego i kto wie czy nie za jego zgodą. Elżbieta, dla wzmocnienia swojej pozycji zaczęła nawet tytułować się królową Polski, chociaż nie miało to uzasadnienia prawnego, nikt tego tytułu jednak nie zakwestionował. Czy Elżbieta miała wątpliwości aby podjąć się takiego zadania? Trudno powiedzieć. Jest jednak faktem, że po przybyciu do Krakowa sporządziła swój pierwszy testament, który niestety nie dotrwał do naszych czasów. Królowa zatem myślała już o śmierci – trudno się zresztą dziwić przekroczyła już 70 lat, w tamtych czasach był to wiek bardzo zaawansowany. Łokietkówna zatem godząc się na regencję miała świadomość swojego wieku i idących z tym ograniczeń, ale kwestia zatrzymania tronu polskiego w rękach Andegawenów była dla niej zapewne ważniejsza.

Tajemnicze okoliczności śmierci księcia Kiejstuta

Tajemnicze okoliczności śmierci księcia Kiejstuta

Trudno ostatecznie stwierdzić ile prawdy znalazło się w tradycji przekazywanej przez XVI-wieczne źródło, jednakże według dotychczasowych ustaleń historyków przyjmuje się, że małżeństwo Kiejstuta z Birutą było mezaliansem i mogło dojść do skutku najprawdopodobniej dopiero po śmierci Giedymina, czyli najwcześniej w 1342 r. Ze związku zrodziło się liczne potomstwo: Wojdat (Iwan), Butwad (Henryk), nieznana z imienia córka, Witold (Aleksander), Towciłł (Konrad), Danuta (Anna) – zaślubiona księciu mazowieckiemu Januszowi I, Miklowsa (Maria) – zaślubiona księciu twerskiemu Iwanowi, Zygmunt (wielki książę w latach 1432-1440) oraz Rygałła (Anna) – zaślubiona Henrykowi, synowi księcia mazowieckiego Siemowita III, następnie Mirczy Staremu wojewodzie mołdawskiemu. Przeciwko mariażowi z Birutą wystąpił najprawdopodobniej najstarszy syn Giedymina Jawnuta, sprawujący władzę po śmierci ojca. Przypuszcza się, że w pośredni sposób zmotywowało to młodszych braci Kiejstuta i Olgierda do wypowiedzenia posłuszeństwa i wybuchu buntu.

Według przekazów litewskich, obydwaj bracia czuli między sobą szczególną więź i łączyła ich silna relacja oparta na braterskiej miłości. Po obaleniu Jawnuty długo nie mogli ustalić między sobą kto powinien przejąć władzę jako wielki książę litewski, zrzekali się godności, ofiarując ją sobie nawzajem. Ostatecznie zwyciężył argument starszeństwa Olgierda, ten zaś wkrótce został wyniesiony na tron wielkoksiążęcy. Kiejstut zachował jednak nad wyraz uprzywilejowaną pozycję w państwie. W znacznej mierze kreował politykę Litwy wobec sąsiadujących z nią terenów zachodnich: Mazowsza, Królestwa Polskiego i Zakonu Krzyżackiego, m.in. nadzorował i sterował przebiegiem walk prowadzonych na Rusi w 1366 r.

Chrzest Władysława Jagiełły w katedrze krakowskiej w 1386 r.

Chrzest Władysława Jagiełły w katedrze krakowskiej w 1386 r.

Władysław Jagiełło przyjął chrzest 14 lutego 1386r. z rąk arcybiskupa gnieźnieńskiego Bodzanty w katedrze krakowskiej w towarzystwie swych trzech braci: Korygiełły, Świdrygiełły i Wigunta. Do chrztu nie przystąpili wówczas Skirgiełło-Iwan, Korybut-Dymitr i Lingwen-Semen, którzy już wcześniej, najprawdopodobniej za sprawą matki Julianny Twerskiej, przyjęli wiarę w obrządku prawosławnym. Dwaj ostatni nie byli zresztą obecni wówczas w Krakowie. Fakt przyjęcia prawosławnego chrztu nie stanął jednak na przeszkodzie księciu Witoldowi, który tego dnia w Krakowie również przyjął wiarę chrześcijańską, i tym samym po raz trzeci dostąpił tego sakramentu. Wszyscy zaś – jak podają źródła – uprzednio zostali pouczeni w wierze katolickiej i w jej prawdach, wyrazili także chęć odrzucenia błędu pogaństwa i wyznawanej dotychczas przez przodków wiary.

Jagiełło, nawiązując do polskiej tradycji dynastycznej, przyjął imię Władysław, co w sposób symboliczny miało podkreślać, że nowa dynastia stanowi kontynuację starej, a także legitymizować jego władzę w oczach poddanych (warto zwrócić uwagę, że do tradycji piastowskiej nawiązują także imiona potomków władcy – Jadwiga, Władysław i Kazimierz). Fakt ten odnotował jeden z ówczesnych roczników, informując że król otrzymał „nomen gloriosum videlicet Vladislaus” (imię przesławne mianowicie Władysław). Do polskiej tradycji dynastycznej nawiązywały zresztą nowe imiona jagiełłowych braci. Korygiełło przyjął bowiem na chrzcie imię Kazimierz, Świdrygiełło zaś Bolesław. Odstępstwo stanowiło jedynie imię książąt Wigunta i Witolda, obaj zdecydowali się na Aleksandra.

Opolczyk – namiestnik czy złodziej

Opolczyk – namiestnik czy złodziej

Księstwa śląskie w XIV wieku, z racji posiadania przez książąt z tej linii piastowskiej znacznej liczby synów były niewielkie i dla ambitnego księcia, jakim niewątpliwie był Opolczyk, jego ojcowizna, z której musiał wydzielić działy dla braci, nie dawała szans na zrobienie błyskawicznej kariery. Wielu książętom śląskim pomagała w zrobieniu kariery królowa Elżbieta, sprowadzając ich lub ich córki na swój dwór w Wyszehradzie, a później w Budzie (jak np. Annę świdnicką). W ten sposób znalazł się tam i książę opolski Władysław. Nie wiemy nic o jego wcześniejszej działalności, na Węgrzech pojawił się na początku lat 50. XIV wieku. Nie wiemy dokładnie w jakich okolicznościach. Szybko jednak dał się poznać jako zręczny dyplomata. Najpewniej był, jako przedstawiciel Ludwika, na ślubie Elżbiety pomorskiej (wnuczki Kazimierza Wielkiego) i Karola Luksemburskiego w 1363 roku, uczestniczył także w uczcie u Wierzynka i słynnym zjeździe monarchów w 1364 roku w Krakowie. Jego pierwszą misją dyplomatyczną było jednak doprowadzenie do zaręczyn bratanicy Ludwika (córki Stefana) Elżbiety, z Wacławem, synem Karola Luksemburskiego w 1361 roku. Sam Karol udał się nawet do Awinionu do papieża aby uzyskać zgodę na ten ślub a towarzyszy mu właśnie książę opolski. Musiał Karolowi oddać znaczne usługi – acz zawsze lojalnie w stosunku do Ludwika – skoro ten wystawił mu dokument z dużym nadaniem w Czechach. Do układu doszło, a główną rolę odegrał w nich Władysław. Mimo tego, że trzy lata później – za sprawą Elżbiety – zaręczyny zerwano, Ludwik zauważył jednak w Opolczyku zręcznego dyplomatę i wiedział, że będzie mógł oprzeć się na nim jako na zaufanym doradcy. W rezultacie w 1367 roku król węgierski mianował Władysława palatynem na Węgrzech, tj. drugim po królu urzędnikiem. Fakt, że to stanowisko otrzymał książę śląski, a nie ktoś z możnych węgierskich, przysporzyło mu wrogów, z drugiej strony wywyższyło ponad innych. Jako palatyn był najważniejszym świeckim urzędnikiem. Do jego kompetencji należało m.in. sądownictwo nad wszystkimi poddanym króla węgierskiego. Swoje obowiązki traktował bardzo sumiennie, podczas 5 lat pełnienia tej funkcji zwołał aż 34 zjazdów komitatów Jako palatyn miał bardzo duży dwór z szeregiem urzędników, aby ich wszystkich utrzymać otrzymał na czas sprawowania tej funkcji 8 komitatów (jednostek administracyjnych, które można porównać do naszego województwa) i 15 zamków – po zdaniu funkcji wracały do króla. W tym czasie Ludwik nie szczędził swojemu poddanemu sowitych nadań na Węgrzech, które znacznie przewyższały dochody z niewielkiego księstwa opolskiego (dostawał wsie, miasta i zamki). Jako wysoki rangą urzędnik państwowy, angażował się także w politykę zagraniczną Andegawenów, która głownie w latach 60 XIV wieku była skierowana na Bałkany. Książę brał udział w wyprawie węgierskiej z 1368 roku przeciw Bułgarii. W tym samym roku zmarł Jan, syn brata Ludwika, Stefana, który także był brany pod uwagę jako ewentualny następca tronu w Polsce. W związku z tym polityka Węgier zwróciła się ku Polsce i Czechach, a jednym z jej głównych wykonawców był znowu książę Opolczyk.

Magia, czary i zabobon, czyli czy średniowiecze naprawdę było wiekami ciemnymi?

Magia, czary i zabobon, czyli czy średniowiecze naprawdę było wiekami ciemnymi?

Po przyjęciu chrześcijaństwa na tereny naszego kraju zaczęła napływać kultura związana z tym nurtem, poza kulturą piśmiennictwa, także architektura i nauka – bowiem pierwszymi wykształconymi osobami w państwie polskim były osoby duchowne. Religia chrześcijańska wchłonęła po pewnym czasie dotychczasową kulturę słowiańską, nie niszcząc jej jednak a adaptując do swojej rzeczywistości. Szereg świąt pogańskich zostało – dodano im jedynie nowe znaczenie. W ten sposób do chwili obecnej dotrwały sobótki, czyli święto przesilenia letniego, z puszczaniem wianków na rzece, śpiewami i pląsami, które obchodzimy teraz pod nazwą nocy świętojańskiej czyli nocy św. Jana Chrzciciela, który jako żywo z wiankami nie ma nic wspólnego ale z wodą już owszem. W ten sposób doszło do połączenia dwóch największych świat – chrześcijańskiego i pogańskiego, nie niszcząc tradycji tego ostatniego. Podobnie został do naszych czasów dzień zaduszny i tzw. dziady, także przejęte przez religię chrześcijańską i adaptując to pogańskie święto do swoich potrzeb, nie niszcząc jego formuły. Do chwili obecnej pozostało nam święto topienia marzanny, kukły, której uroczysty pochówek w nurtach rzeki miało przybliżyć nadejście wiosny, a który jest przecież obrządkiem dawnym pogańskim, zachowanym do chwili obecnej. Malowanie jajek na Wielkanoc także zostało dopasowane do religii chrześcijańskiej z dawnego święta wiosny, które uroczyście obchodzono malując lub krasząc jajka – symbol odradzającego się życia. Śmigus Dyngus czy jasełka, tak związane obecnie z religią chrześcijańską swoje korzenie mają w religii pogańskiej i nie były na terenach państwa polskiego czymś nowym.

Jan Radlica – nadworny medyk węgierskiego króla

Jan Radlica – nadworny medyk węgierskiego króla

Jan Radlica, kanclerz koronny, biskup krakowski i zdecydowany zwolennik rządów andegaweńskich w Polsce, zaufany doradca Ludwika Węgierskiego oraz jeden z najbliższych współpracowników królowej Jadwigi, swoją karierę kościelną i polityczną rozpoczynał jako medyk na węgierskim dworze. Urodził się w Wielkopolsce w miejscowości Radlica nieopodal Kalisza. Pochodził z rodziny szlacheckiej mieniącej się herbem Korab. Z powodu niskiego wzrostu określano go niekiedy przydomkiem „Mały”. Był synem Michała i Krystyny; jego brat Wojciech kasztelan lądzki dał początek wpływowemu rodowi Łaskich, który dużego znaczenia na arenie politycznej nabrał zwłaszcza w XVI w. Od krótkiego biogramu Jana Radlicy rozpoczyna się zresztą rękopis zawierający serię zapisek na temat historii rodu Łaskich z przełomu XV w. i XVI w. Ród ten pielęgnował pamięć o swoim przodku fundując mu także nieistniejące już dziś epitafium w kaplicy mansjonarzy na Wawelu.

Jak wyglądał Władysław Jagiełło?

Jak wyglądał Władysław Jagiełło?

Według tradycji przekazanej w Rocznikach Jana Długosza zlękniona perspektywą małżeństwa z barbarzyńskim księciem monarchini, wysłała zaufanego dworzanina Zawiszę z Oleśnicy by ten wyruszył na spotkanie zmierzającemu do Krakowa Litwinowi i przyjrzał się jego urodzie, postawie, sylwetce i obyczajom, następnie zaś zreferował wszystko władczyni. Jadwiga zastrzegła jednak, aby rycerz nie śmiał przyjmować jakiegokolwiek podarku od nowo mianowanego władcy, przypuszczając iż prezenty mogłyby znacznie wpłynąć na percepcję jej wysłannika. Cel wizyty Zawiszy okazał się jednak dla Jagiełły łatwy do przewidzenia. Domyślając się jakiego rodzaju opinie krążyły w Królestwie na jego temat, chcąc wykazać jak dalekie od prawdy były powszechnie przekazywane informacje na temat jego szpetności i odpychających zwyczajów, przezornie zaprosił posła do łaźni, w której zaprezentował się wysłannikowi królowej w pełnej krasie. Jak dowiadujemy się z treści Roczników, Zawisza powrócił do Krakowa i zdał zaniepokojonej władczyni obszerną relację ze swojej misji, donosząc że sylwetka księcia Jagiełły jest zgrabna, kształtna, ciało dobrze zbudowane, wzrost średni, spojrzenie wesołe, twarz podłużna, bez żadnego jednak śladu szpetoty, a obyczaje poważne i godne księcia. Tak według relacji prezentował się Jagiełło w przededniu ślubu z Jadwigą i koronacji, która odbyła się 4 marca 1386 r. na Wawelu. Wbrew obawom władczyni, Jagiełło nie był dzikusem. Jako człowiek wychowany przez matkę Juliannę Twerską, wyrósł w tradycji rusko-bizantyjskiej, która znana była z wysokiej kultury dnia codziennego. Król używał np. chusteczek do nosa, uwielbiał kąpiele, często się golił, był zdrowym wysportowanym człowiekiem. Jego skłonność do częstych wizyt w łaźni podkreślał także Długosz, pisząc że co drugi dzień, a niekiedy częściej, brał ciepłą kąpiel.