Korona królów

Vasyl Vasylyk

Odtwórca roli Władysława Jagiełły urodził się 18 października 1986 roku we Lwowie na Ukrainie. Tam dorastał i odebrał wykształcenie. Ukończył Lwowski Państwowy Uniwersytet im. Ivana Franka.

Szybko przekonał się, że najwięcej nauczy się w praktyce, dlatego już za czasów studenckich pracował między innymi w Pierwszym Teatrze we Lwowie, współpracował z Pierwszą Sceną Nowoczesnej Dramaturgii we Lwowie, a także teatrem im. Lesia Kurbasa i Teatrem Małym w Kijowie. Brał udział w wielu festiwalach teatralnych na Ukrainie i zagranicą, między innymi w Heidelbergu w Niemczech.

Wiedziałem, że więcej nauczę się w praktyce niż teorii. Szybko zacząłem pracować, występować. Najwięcej czerpię od reżyserów. Bardzo uważnie słucham ich wskazówek i mam do nich zaufanie. Obserwuję otoczenie, przyglądam się ludziom. Podpatruję ich zachowania, mimikę, gesty. Kiedy ktoś mnie zaintryguje, mogę „ukraść” jego charakter i wykorzystać to przy budowaniu postaci. Nigdy jednak nie kopiuję jeden do jednego. Wszystko muszę przepuścić przez siebie. Muszę to najpierw poukładać w głowie, by móc później wyrzucić z siebie na scenie. Nie boję się improwizacji. Droga do siebie prowadzi przez siebie, każdy musi odkryć co będzie dla niego dobre. Aktor na scenie musi być trochę chuliganem. Powinien być śmiały. Poczuć swoje instynkty, pozwolić im się prowadzić i tego się trzymać. Wszystko jest gdzieś zagrane i dobre zagrane, trzeba to tylko poczuć.

Zamiłowanie do aktorstwa nie ograniczyło się jednak tylko do występów na deskach teatru. Ciekawość zawodu zaprowadziła młodego aktora przed kamerę. Zagrał miedzy innymi w takich filmach jak: „Linia” reż. Peter Bebjak, „Seks i nic osobistego” reż. Olga Riaszyna, ”Doctor Kowalczuk”, reż. Wira Jakowenko. Polskim widzom dał się poznać jako niezapomniany Petro w „Wołyniu” w reżyserii Wojtka Smarzowskiego.

Podobno teatr jest jak lina nad przepaścią, po której aktor stąpa. Kino zaś to ta sama lina, ale ułożona na ziemi. Nie do końca się z tym zgadzam, ale faktem jest, że w teatrze czujesz widza i jego nastroje. Osiemdziesiąt procent spektaklu zależy właśnie od widza. Albo jest połączenie energetyczne, albo go nie ma. Jak w życiu. Wiesz kiedy cię słuchają, a kiedy nie. Na planie z kolei kluczowa jest dynamika między aktorami. Sam sposób przygotowanie do roli nie ma dla znaczenia, robię to w ten sam sposób.

Rola Władysława Jagiełły w serialu „Korona Królów” jest pierwszą tak dużą w zawodowym dorobku aktora. Różni się ona od jego poprzednich wcieleń nie tylko ze względu na skalę postaci, ale również na jej specyfikę.

Jagiełło to bohater, który bardzo mnie interesuje. Staram się go poznać i zrozumieć. Lubię pracować nad tak ciekawymi postaciami. Myślę o tym kim jest Jagiełło, o co mu chodzi, jaki jest. Nie wnioskuję tego jedynie po linijce tekstu. Rzucam go w różne sytuacje i zastanawiam się, jakby postąpił, jak różne okoliczności mogłyby wpływać na jego decyzje. Tak buduje się charakter postaci. Od czynów.

Szukam w sobie podobieństw pomiędzy nami, wspólnych cech. Łączę w środku zimno z ciepłem, a potem oddaję to mojemu bohaterowi. Tak go właśnie widzę, jako niejednoznacznego i pełnego przeciwieństw. Był emocjonalny, ale kiedy należało, potrafił zachować zimną krew.

Za władzę zapłacił samotnością. Tracił ludzi, których kochał. Wszędzie był zawsze trochę wyobcowany.

Ta rola jest dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Do tej pory grałem bardziej ekspresyjnie, a tu musiałem stać się stonowany, powściągliwy, introwertyczny, bo taka jest moja postać. W tym wszystkim jednak muszę umieć pokazać cały wachlarz uczuć.

Innokientij Smoktunowski powiedział kiedyś, że patrzy w lustro tak długo, aż odnajdzie w swoich oczach oczy swojego bohatera. Ja też tak czasem robię i odnajduję w lustrze spojrzenie Jagiełły.

Vasyl Vasylyk jest nie tylko artystą, ale również zapalonym widzem. Jego zainteresowania są interdyscyplinarne, a w sztuce poszukuje po prostu prawdy.

Dobry teatr to ten, w który można uwierzyć. Można uwierzyć w jego sens, i w to, że to co dzieje się na scenie, jest ludziom potrzebne. Dlatego bliżej mi do teatru, który jest wiarygodny, niż do teatru eksperymentalnego. Chcę zrozumieć co dzieje się na scenie. Teatr jest dla widzów. Sztuka powinna być wiarygodna i bliska człowiekowi. Nie wierzę w sztukę dla sztuki. Tak rodzi się narcyzm.

Uwielbiam oglądać filmy. Kraj i czasy, w których powstały nie mają dla mnie znaczenia, ponieważ w kinie cenię sobie przede wszystkim prawdę. Muszę uwierzyć w to, co dzieje się na ekranie. Nie chodzi mi o dokumentalizm, ale o to, że chcę być przekonany, że to co jest między bohaterami jest szczere.

Moim ulubionym aktorem jest James Dean. Uwielbiam go za tę dzikość i nieprzewidywalność. Za to, że nie wiesz, jaki będzie jego następny ruch, następny gest. Nigdy nie wiesz co zrobi. Myślę, że gdyby nie zginął tak młodo, mógłby być nawet większym aktorem niż Marlon Brando.

Odkryłem w sobie pasję do koreańskiego kina. Cenię takich twórców jak Park Chan-Wook. Jego „Oldboy”, jak zresztą cała trylogia „Zemsty”, to kino pełne napięcia, barwne, nieszablonowe i piękne wizualnie. Te filmy trzymają mnie w napięciu i za każdym razem nie mogę się doczekać co będzie dalej. Ze względu na swoją nieprzewidywalność są nawet lepsze niż amerykańskie.

Jednym z moich ulubionych reżyserów jest Tarkowski. Kiedy oglądam jego filmy, patrzę na świat na powrót jak dziecko, które widzi go po raz pierwszy. Wszystko było namacalne, za każdym razem nowe, magiczne. Dzieci takie właśnie są. Nie kupisz tego. Dorastamy, tracimy niewinność i stajemy się gruboskórni. Sztuka sprawia, że na powrót możemy odnaleźć w sobie tę fantazję.

Lubię czytać książki. Od zawsze rozbudzały moją wyobraźnię. Pomimo wielu zajęć staram się wygospodarować czas na czytanie. Moim ulubionym pisarzem jest Jack London. Fascynują mnie nie tylko dzieła, ale również biografia tego niezwykłego człowieka. Zainteresowała mnie jego wszechstronność, odwaga w poszukiwaniach i marzenia o wielkiej przygodzie. Jako młody chłopak wyruszył na Alaskę w poszukiwaniu złota. Złota ze sobą nie przywiózł, ale za to przywiózł historie, które stały się inspiracja dla jego książek. Zachwyca mnie to romantyczne podejście do świata, opisy przyrody i poruszany wielokrotnie motyw superbohatera. Niesamowite jak człowiek może podążać za swoimi marzeniami. Sięgać po nie i być w tym niestrudzonym.

Słucham różnorodnej muzyki. Nie przywiązuję się do jednego gatunku. Cenię zarówno muzykę poważną, jak i rozrywkową. Dałem nawet kotu na imię Amy. Od Amy Wienohouse, której uwielbiałem słuchać. Kocham zwierzęta. Jako dziecko często jeździłem na wieś, gdzie opiekowałem się zwierzętami w gospodarstwie. Myślę, że to już wtedy narodziła się we mnie miłość do przyrody i otaczającego świata.

Jestem bardzo związany z babcią. Od dzieciństwa uwielbiałem słuchać jej historii rodzinnych. To dzięki niej tak dużo wiem o moich przodkach, wiem kim jestem. To już wtedy zaszczepiono mi zainteresowanie człowiekiem. Babcia jest niesamowicie dowcipną kobietą. W ogóle odnajduję w sobie cechy członków mojej rodziny. Mama zawsze była stanowczą kobietą, tata takim trochę jej przeciwieństwem, lekkoduchem i wesołkiem. Ja jestem mieszanką. Może dlatego właśnie jestem aktorem, bo mam w sobie tylu ludzi…


Źródło : TVP produkcja „Korony Królów”